Twój koszyk jest pusty.

Foteliki z osłoną tułowia – bezpieczne czy nie? [WYWIAD]

Zuzanna Wiącek

03.12.2015

Zuzanna Wiącek

Foteliki z osłoną tułowia – bezpieczne czy nie? [WYWIAD]

Tagi:

  1. Foteliki samochodowe,
  2. Foteliki 9-36 kg,
  3. Kiddy,
  4. Kiddy Guardianfix 3,
Rozmowa z ekspertem marki Kiddy – Szymonem Staniaszkiem.

Foteliki z osłoną tułowia – bezpieczne czy nie? [WYWIAD]

Tosia.pl: Kiddy jest jednym z dwóch czołowych producentów foteli z osłoną tułowia. Kiedy powstała pierwsza taka osłona? Kto był jej pomysłodawcą?

 

Szymon Staniaszek, Kiddy: Trudne pytanie... Sama idea zrodziła się, kiedy foteliki nie były jeszcze obowiązkowe – chyba u któregoś z producentów samochodowych jako wyposażenie ich modeli. Jednak wtedy te osłony wyglądały zupełnie inaczej – były bardzo wąskie, przypominały więc raczej półkę czy nawet stoliczek. Możecie takie zabezpieczenia zobaczyć np. na starych filmach czy bajkach.

 

 

W Stanach po jakimś czasie zakazano ich produkcji, bo nie zapewniały odpowiedniej ochrony. W początkach lat 90. Kiddy wrócił do pierwotnego pomysłu, ale zupełnie go zmodyfikował. Osłony tułowia inaczej wyprofilowano, poszerzono, zmieniły się materiały służące do ich produkcji. Na początku były robione ze styropianu, czyli tworzywa EPS, a potem zastąpiło je EPP – materiał energochłonny, który stosujemy do teraz. Kiddy całkowicie zrewolucjonizował ten system, z początku niezbyt dobrze działający. Nawet w Stanach mamy już teraz w sprzedaży fotelik z osłoną tułowia – jako pierwsi wróciliśmy na tamtejszy rynek z tym rozwiązaniem! Na przykładzie naszych modeli inni producenci zobaczyli, że osłona się sprawdza w testach i także zaczęli tworzyć własne fotele wykorzystujące ten system. Teraz jest już on bardzo popularny w Europie Zachodniej.

 

Tosia.pl: Dlaczego postanowiliście wrócić do osłon tułowia i właśnie one stały się Waszym znakiem rozpoznawczym? W czym to rozwiązanie jest lepsze od pięciopunktowych pasów?

 

Sz. S., Kiddy: Bardzo fajnie podsumował to ADAC, kiedy Kiddy Phoenix Pro 2 dostał pierwszą piątkę w historii w grupie 1 (chodzi o foteliki 9-18 kg [przyp. red.]). Jeżeli chodzi stricte o bezpieczeństwo, to osłona tułowia nie jest dużo lepsza od pasów (choć zaraz wyjaśnię, w których punktach ma przewagę). Jest jednak zasadnicza różnica – łatwość popełnienia przez rodziców błędów montażowych. Pasy trzeba za każdym razem dobrze naciągnąć i rodzice najczęściej nie robią tego prawidłowo.

 

 

Nie mówiąc już o tym, że dziecko, kiedy rośnie, zaczyna mieć większe potrzeby ruchowe. Tylko prawidłowo zapięte uprzęże zapewniają bezpieczeństwo maluchowi – a w tak naciągniętych pasach barki dziecka powinny ściśle przylegać do oparcia fotela. To zakres ruchowy, jak ja to mówię, w czasie tańca na dyskotece techno – rączka, główka, rączka, główka: rusza się tylko głowa i ręce. Nic dziwnego, że bardziej ruchliwemu szkrabowi jest niezbyt wygodnie. A jak rodzice rozwiązują ten problem? Luzują pasy, a to przecież bardzo niebezpieczne.

 

Z osłoną tułowia jest inaczej. Po pierwsze – zdecydowanie łatwiej ją prawidłowo zamontować. Po drugie, można powiedzieć, że dostosowuje się do zmieniających się potrzeb rosnącego malucha. Ja to zawsze przedstawiam na wykresie. W fotelach z pięciopuntktowymi pasami zakres ruchu jest zawsze ten sam – dla 10-miesięcznego dziecka i dla dwulatka (przy prawidłowo zapiętej uprzęży – przypominam – rusza się tylko głowa i ręce). Linia biegnie na jednym poziomie. W fotelach z osłoną tułowia na początku maluszek jest bardziej zabudowany – w pierwszym etapie osłona jest dość wysoko, ale też potrzeby ruchowe tego dziecka są mniejsze. To przeraża rodziców, którzy przymierzają 10 miesięcznego szkraba do modelu z tzw. „półką”. Powinni jednak spojrzeć przyszłościowo i zobaczyć, że za kilka miesięcy będzie to wyglądało zupełnie inaczej. Gdy maluch podrośnie, osłona się obniży. W momencie, w którym jego potrzeby ruchowe wzrosną, zyska odpowiednią swobodę. Krzywa zmienia się więc dynamicznie, wraz z potrzebami dziecka. I to jest kluczowe! Rodzice malucha jeszcze prawidłowo zapinają w pasy. Gdy podrośnie, jest to dla nich trudniejsze, bo przy tym systemie zwiększają się potrzeby ruchowe szkraba, ale nie zakres ruchu oferowany przez fotelik. W modelach z osłoną tułowia prawidłowe przewożenie dziecka na każdym etapie jest po prostu łatwiejsze. To właśnie podkreślił ADAC oceniając fotel Kiddy Phoenix Pro 2 na piątkę – mniejsze prawdopodobieństwo popełnia błędów montażowych w modelach z osłoną tułowia.

 

 

Tosia.pl: A jak wypadają foteliki z osłoną tułowia w crash testach?

 

 

Sz. S., Kiddy: Jeśli chodzi stricte o bezpieczeństwo, to przy zderzeniach bocznych wyniki w crash testach są praktycznie takie same dla fotelików z pasami i dla fotelików z osłoną tułowia. Różnica pojawia się w zderzeniach czołowych. 25% całej wagi dziecka to jego głowa. W momencie wypadku właśnie tego drugiego typu całe ciało malucha przesuwa się do przodu. Ten ruch udaremniają pasy, ale w bardzo nienaturalny sposób. Zatrzymują na miejscu barki, przez co w przód wychylają się, w sposób izolowany, jedynie ręce i – bardzo ciężka – głowa. Powoduje to, że szyja się „wyciąga”, a obciążenia na kark są duże. W fotelikach z osłoną tułowia ten ruch w przód oczywiście także jest, ale głowa przemieszcza się razem z barkami i resztą tułowia, dzięki czemu wszystkie siły nie kumulują się na karku. Badania, do których mamy dostęp, odzwierciedlają tę różnicę – obciążenia na szyję są dużo mniejsze w modelach z "poduszką". Dzieje się to także dzięki uniknięciu tzw. efektu bicza, który ma miejsce w fotelikach z uprzężą – dziecko gwałtownie wychyla się do przodu, ostro się zatrzymuje z powodu blokady pasów i nagle wraca, ciągnięte przez uprzęże. Właśnie ten moment zatrzymania, wywołany przez pasy jest najbardziej niebezpieczny i najmocniej obciąża kark. W fotelach z osłoną tułowia ten ruch dziecka jest bardziej naturalny – przemieszcza się ono swobodnie, tak jak działały siły – leci do przodu, odbija się i wraca, bez szarpnięcia wywołanego przez zewnętrzny czynnik.

 

Tosia.pl: Od zakupienia modelu z osłoną tułowia odwodzi rodziców popularny filmik, w którym widać, jak podczas dachowania manekin wypada z takiego fotelika. Jaki macie do tego stosunek?

 

Sz. S., Kiddy: Zacznijmy od tego, że ten filmik jest opiniotwórczy tylko w Polsce. W Niemczech na przykład, każdy od razu wiedział, że miał on na celu zdyskredytowanie jednych koncertów przez inne, nic więcej. U nas pewne portale fotelikowe próbowały dzięki temu „newsowi” przyjąć rolę obrońców świata i „uchronić” Polskę przed osłoną tułowia, która dopiero zaczynała się tutaj sprzedawać.

 

Tosia.pl: Tak czy tak – widzimy, że dziecko wypada z fotelika z osłoną tułowia, który przypomina te zdobywające najwyższe noty w testach. Rodzice czują się zdezorientowani. Nie wiedzą już, komu mogą wierzyć.

 

Sz. S., Kiddy: Trzeba by tu wracać do widocznego na filmiku crash testu, który jest niewiarygodny, czyli wytykać błędy montażowe, niedopasowanie manekina, itd… Nie chcemy tego robić. Przecież mogliśmy też wypuścić nagranie z crash testu, w którym manekin ma poluzowane pasy i dziecko się z nich wyrywa, ale nie o to chodzi. Właściciele Kiddy są naprawdę inteligentnymi ludźmi i uważają, że taka agresja nie ma sensu. Stracili na niej i atakowani (producenci fotelików z osłoną tułowia) i Ci, którzy zaatakowali (producenci fotelików z pasami), a zyskały modele typu RWF. To ich zwolennicy są teraz najbardziej agresywni. Ja to nazywam ,,rasizmem fotelikowym”. My nigdy nie mówiliśmy, że nasze rozwiązanie jest jedynym bezpiecznym dla dziecka, jak robią to oni – po prostu dajemy rodzicom alternatywę – według ADAC jedną z najbezpieczniejszych. Nie każdego stać na fotel RWF, nie jest też go łatwo przekładać z samochodu do samochodu, bo montaż przeraża. A nasze modele są tańsze, lekkie, można je łatwo przemontować i ryzyko błędu jest mniejsze. Umówmy się, każdy system ma swoje plusy i minusy. Gdybyśmy chcieli mieć idealny fotel, to powinniśmy przed wypadkiem z bagażnika wyciągnąć taki, który będzie w danym momencie najlepszy – jeżeli jedziemy na czołowe mocujemy tyłem do kierunku jazdy, jeżeli ktoś uderza w nas z boku to wybieramy model z półką. W każdym razie dwóch się biło, a skorzystał trzeci. To było niepotrzebne, ale w sumie przyniosło dobrą rzecz – zaostrzenie homologacji. 7 sumplement dodał do niej restrykcyjny test dachowania, a my zaraz wprowadzimy na rynek fotel, który pomyślnie go przeszedł – Kiddy Guardianfix Pro 3. Manekin nie wypadł (śmiech). To jest najlepsza możliwa odpowiedź na zarzuty.

 

 

Tosia.pl: A co z fotelikami, które zostały na rynek wprowadzane przed poprawkami w homologacji, czyli nie przeszły testu dachowania?

 

Sz. S., Kiddy: Niestety nie można ich oddać ponownie do homologacji.

 

Tosia.pl: Ale są bezpieczne?

 

Sz. S., Kiddy: Oczywiście. Mamy przecież, na przykład, usługi powypadkowe. Dzięki temu badamy, jak nasze fotele sprawdziły się podczas wypadku. W zeszłym roku pod Monachium – czterokrotne dachowanie i dziecko nie wypadło, przeżyło. W Polsce, pod Lesznem – dwukrotne dachowanie i też nic złego się nie stało. Poza tym, ta osłona z Kiddy Guardianfix Pro 2, którego homologowano na starych zasadach, nie różni się tak bardzo od osłony z Kiddy Guardianfix Pro 3. Poprawiliśmy w niej trochę mocowania, bo rodzicom zdarzało się je wyłamywać. Sam kształt fotela zmienia się nieznacznie, zmodyfikowaliśmy Isofix i dodaliśmy lepszą pozycję do leżenia.

 

Tosia.pl: Przeciwnicy mają jednak ostrzejsze argumenty na szkodliwość fotelików z osłoną tułowia, niż tylko dyskusyjny filmik. Wykazują, że tzw. „poduszka” w momencie wypadku naciska na brzuch i powoduje groźne dla życia dziecka obrażenia wewnętrzne. Podnoszą też, że to z powodu braku czujników w tym miejscu modele z osłoną tułowia mają tak wysokie oceny w testach.

 

Sz. S., Kiddy: Problem polega na tym, że te osoby trochę nie patrzą, że są różne foteliki z osłoną tułowia. Niestety, większość tego typu modeli jest tworzona na zasadzie dodania „poduszki” do zwykłego fotelika 15-36 kg. Wtedy bardzo często jest ona umieszczana pod kątem prostym do oparcia i faktycznie naciska na brzuch. W fotelikach z osłoną tułowia marki Kiddy półkę dokładnie dopasowuje się do wybranego modelu. Wystarczy popatrzeć na model Smartfix – w naszym modelu 15-36 kg nie ma możliwości prostego dodania osłony. Te, które ją posiadają zupełnie inaczej profilujemy. Prowadnice, do których wkładamy „poduszkę” są tam pod kątem – po to, żeby osłona tułowia naciskała nie na brzuch, a na klatkę piersiową.

 

 

Pierwsze uderzenie idzie więc właśnie w tę część korpusu, która jest chroniona przez żebra, a nie w brzuch. Oczywiście należy pamiętać, że osłona tułowia jest bezpieczna, dopóki dochodzi najdalej do linii mostka. Kiedy dziecko rośnie i osłona schodzi poniżej tego punktu należy najpierw wyjąć wkładkę redukcyjną, a następnie całkowicie zdemontować osłonę. To jednak robi się dużo rzadziej niż, na przykład, naciąga pasy. Słowem – nie należy wrzucać wszystkich fotelików z osłoną tułowia do jednego worka, tym bardziej, że osłony są wykonane z różnych materiałów. Kiddy korzysta np. z pianki pamięciowej, która dodatkowo amortyzuje uderzenie.

 

A testy… one się cały czas zmieniają wraz z rozwojem technologii. Kiedyś badano obciążenia tylko na głowę i kark, bo to były najbardziej newralgiczne punkty, teraz doszła klatka piersiowa, pewnie z czasem pojawiają się i czujniki na brzuchu.

 

 

My się ich nie boimy, bo tak jak mówiłem nasza osłona tułowia jest odpowiednio wyprofilowana.

 

Tosia.pl: Jesteś nie tylko ekspertem marki Kiddy, ale i ojcem. W jakim foteliku jeździ Twój syn?

 

Sz. S., Kiddy: W Kiddy Guardianfix (śmiech). Ja tak naprawdę pracuję w firmie Kiddy dzięki mojemu synowi. Kiedy zaproponowano mi tę współpracę, nie byłem przekonany do fotelików z osłoną tułowia. A wtedy Kiddy miało w swojej ofercie przede wszystkim ten system, a nie tak jak teraz, np. bardzo fajne modele grupy zero (0-13 kg). Wahałem się, naprawdę, dopóki nie pojechałem do nich do Niemiec. Tam wyjaśnili mi, dlaczego zdecydowali się na osłonę tułowia, pokazali te wykresy odnośnie potrzeb ruchowych dziecka, o których mówiłem na początku naszej rozmowy i uznałem, że faktycznie mają w tym rację. Jednak jako rodzic zastanawiałem się, czy dzieci będą chciały w tym siedzieć. Miałem co do tego spore wątpliwości. Przedstawiciele Kiddy wysłali mi więc takie foteliki do domu i powiedzieli: masz syna, to popróbuj, czy mu będzie odpowiadało. Błażej miał wtedy prawie dwa lata i wiecie, co się okazało? Nie dość, że wsiadł do fotela z osłoną tułowia i przejechał całą drogę bez marudzenia, to jeszcze na następny dzień, pakując się do swojego standardowego fotelika z pasami pytał mnie, gdzie jest ta fajna półeczka. Taką próbę przeprowadziłem też na dzieciach sąsiadów. Było bardzo podobnie, więc zdecydowałem się przyjąć tę ofertę pracy.

 

Trzeba pamiętać, że malucha na początku łatwiej włożyć do fotelika z pasami, bo już zna ten system. Miał go w foteliku 0-13 kg, poza tym rodzice jeżdżą zapięci pasami. Osłona tułowia jest czymś zupełnie nowym, szczególnie przymierzana w sklepie, z obcymi ludźmi dookoła. Ja, gdybym był dzieckiem, a przyszedłby do mnie ktoś nieznajomy i próbował mi pod gardło wcisnąć coś wielkości mnie, to też bym marudził. A we własnym samochodzie, z rodzicem już dziecko zupełnie inaczej reaguje. Trzeba tylko przełamać tę pierwszą barierę, bo naprawdę uważam, że szkrabom w tego typu modelach jest wygodniej. Mają więcej swobody, nie przylegają tak mocno do oparcia plecami, a do tego można jeszcze wykorzystać osłonę jak półkę, np. na smartfona. To w ogóle bajka. I mówię to z pełnym przekonaniem, bo widzę, że tak właśnie było w przypadku mojego syna.

 

Tosia.pl: I to jest dobra pointa. Dziękujemy za rozmowę.


Komentarze (0)
Zuzanna Wiącek
Zuzanna Wiącek 03.12.2015
artykuły - zobacz inne artykuły tego autora
Obserwuj autora: